(Nie)zawsze warto rozmawiać

Ben Raynal/flickr.com
Dyskusja została wyjałowiona z jej pierwotnego sensu. Dzisiaj w Polsce nie ma już potrzeby wchodzić w polemikę z kimkolwiek, jeśli ten lub ta nie zgadza się z Twoim zdaniem. Czy to znaczy, że trzeba jej zaprzestać?

Płaczę rzewnymi łzami, kiedy wspominam swoje młodzieńcze czasy, gdy Internet jeszcze raczkował, a człowiek nie zdążył się skalać nieumiejętnością rozmawiania. Politycy zawsze się spierali, ale pamiętam, że ludzie generalnie potrafili wymieniać się zdaniami niczym dzisiaj niektórzy partnerkami i na końcu nikt na nikogo się nie obrażał. Takie rzeczy działy się przy stole w knajpie, takie dyskusje odbywały się przy okazji świąt rodzinnych, ba, nawet komentarze w sieci były przyzwoite.

Nie zapomnę jak w 2007 roku po burzliwych rządach PiSu kadencja Sejmu została skrócona i zarządzono przedterminowe wybory. Wówczas co najmniej kilka razy rozmawiałem ze znajomymi bądź dopiero co zaznajomionymi osobami na temat sytuacji w kraju. Większość z nich była politycznie zagubiona, tzn. ich wewnętrzna busola nie za bardzo chciała podpowiadać, który kierunek wyboru następnego rządu będzie lepszy. Zdarzyły się też osoby nadal trzymające się blisko PiSu. Jednak z każdym z tych interlokutorów dało się porozumieć, każdy był otwarty na argumenty. Potem Polacy zmutowali się w rycerzy, którzy za wszelką cenę muszą bronić własnego zdania.

Czemu tak się stało? Nie wiem, mogę przypuszczać. Podział na prawicy, zanik lewicy, politykowanie historią, kryzys nowych czasów, anonimowa sieć etc. Te wszystkie elementy mogą być puzzlami jednego wielkiego obrazka stawania zawsze w szranki przeciw komuś, zamiast dogadywania się. Ludzie zobaczyli, że jeśli politycy tyle lat nie potrafią się porozumieć i stworzyć w Polsce rozwiązania dla współczesnego świata, to stwierdzili, że sami muszą interweniować ze swoim remedium, przy okazji dając upust wszelkim emocjom, jakie w nich siedziały. I granice dobrych obyczajów się przesunęły.

Od dłuższego czasu inicjuję sporo dyskusji politycznych - zarówno w realu (nie chodzi o sklep), jak i Internecie. Jednak nie z powodu szczególnej sympatii skierowanej w stronę tej czy innej partii, ale po prostu mam zdanie takie, że w Polsce dzieje się źle (wcześniej o tym ostrzegałem), a może być jeszcze gorzej. Nie przeszkadza mi to natomiast starać się słuchać innych. I moja obserwacja jest taka, że na dzień dzisiejszy rozmowa nie ma żadnego sensu. Sorry Winnetou, ale bardziej Polakom przyda się teraz słuchawka telefoniczna bez mikrofonu.

Panie Pawle, ale jak to? Tak to. Sprawy przybierania pozycji obronnej zaszły już tak daleko, że przykładowego Kowalskiego nie interesuje już co ma do powiedzenia jego oponent. Nie wsłuchuje się w jego argumenty, nie rozważa ich, nie chce mieć otwartego umysłu. Bardziej chodzi mu o to, żeby jak najszybciej wyrazić swoje zdanie, a potem wznieść mury obronne, żeby ktoś przypadkiem nie zdołał go zmienić. O zgrozo, ile to potrwa? Mam nadzieję, że skończy się to w momencie, gdy tłum prawem powracania do poprzednich trendów skapnie się, że własnym krzykiem zdziała tyle samo, ile krytykowani wcześniej przez niego politycy. Czyli nic.

Bez naprawienia kultury rozmawiania, bez nawrócenia się do wartościowej dyskusji nie będzie zgody między nami - Polakami. Dlatego teraz, kiedy tylko się da, staram się stronić od niepotrzebnych sporów. Oczywiście na ile to możliwe, bo w tym kraju dzieje się źle i trzeba reagować. A nie sposób reagować, nie wchodząc w polemiki. Natomiast szkoda czasu na jałowe dyskusje i szukanie porozumienia tam, gdzie nie ma ku temu woli. Wierzę jednak, że to się zmieni i znowu będzie można powiedzieć: Zawsze warto rozmawiać.
Trwa ładowanie komentarzy...