Sprawdź, kto jest winny: Tusk czy Ty?

Robin Hood/flickr.com, facebook.com
Śmiech połączony z burczeniem w brzuszku wywołują u mnie ostatnio oddolni hejterzy politycznego mainstreamu. Czyli zwykli Kowalscy, którzy winą za atak terrorystyczny w Belgii obarczają (oczywiście, a jakże!) Tuska albo którzy odpowiedzialność za swoją średnio udaną karierę pracowniczą lub pechowo wzięty kredyt we frankach zrzucają na polityków obecnie rządzących. Naturalnie, towarzyszą przy tym pojękiwania, że polski system powinien działać jak amerykański czy skandynawski, ale nie działa, bo ci z góry są be (a czasem kradną). Kiedy tego słucham, na myśl przychodzi mi jedna piosenka Michaela Jacksona – „Man In The Mirror”*.

W każdym miesiącu pokonuję co najmniej 1020 km pociągami, które wielu nazywa Minionkami ze względu na twarzowe podobieństwo z pierwszym wagonem (tzw. silnikowym), aczkolwiek mam wątpliwości, czy stworki z bajek mogą aż tak rdzewieć. Tak czy owak, w PKP panuje taka zasada, że jeśli ktoś nie kupił sobie biletu w kasie na dworcu, to musi to zrobić u kontrolera, ustawiając się w pierwszym przedziale i czekając na jego przyjście. Oczywiście praktyka trochę rozminęła się z teorią i ludzie siadają w jakimkolwiek wagonie, na nikogo nie czekają, a jak podejdzie pan lub pani od sprawdzania biletów, to „właśnie chcieli takowy zakupić”. Kontrolerzy z rzadka reagują oburzeniem, po prostu sprzedają bilet. A szkoda, bo ludzie wykonują takie kombinacje alpejskie, żeby tylko obejść wydanie złotych kilkanaście (uciekają na tyły, udają że śpią, zapewniają że już byli kontrolowani), że głowa mała. Co tam moje skromne kilka groszy – spółka Skarbu Państwa i bez nich wykarmi polską rodzinę.

Podobnie bywa w MZK czy MPK (komunikacja miejska). Trzeba się nieraz przeciskać w tłumie, żeby kupić bilet za trzy złote, potem go kasować, a w autobusie czy tramwaju niemiłosiernie rzuca człowiekiem na prawo i lewo. Kanar rzadko pojawia się tutaj, więc statystycznie małe są szanse, że mnie złapią. Kilka monet w tą czy tamtą nie zrobi nikomu różnicy.

Słabe przykłady oddolnej nieuczciwości ludzkiej, bo przecież z takich środków transportu korzystają osoby z każdego sortu? Przenieśmy się więc na jedną z polskich uczelni, która serwuje studia podyplomowe. Ich ukończenie zależy od zdania egzaminu państwowego (specjalizację zachowam dla siebie ze względu na informatora). Nie ma jednak wertepów, których Peugeot by nie ominął – przyjdźcie państwo na konferencję wybitnych profesorów (i zapłaćcie za udział), a egzamin was ominie (podobnie jak zdobywanie ocen z niektórych przedmiotów). Aha, w kolejną sobotę mamy razem zajęcia do późna? Odwołane albo pogadamy o czterech literach Maryny. A jak już będziecie mieli uprawnienia, to w przyszłości poradzicie sobie z klientami. Wszak ręka do góry kto nie uczył się pływać na głębokiej wodzie? (A kto się utopił, niech lepiej nie podnosi…)

Z uczelni lecimy do zaznajomionej mi szkoły – że tak powiem – przedmaturalnej. Dzieci wyjeżdżają na wycieczkę. Jest ich tak spora liczba, że do opieki potrzeba kilku wychowawców. Nie ma problemu, znajdą się, w końcu są za to dodatkowe pieniądze. Najwięcej ze szkolnej (państwowej) kasy zainkasuje kierownik wycieczki, dlatego tą, prestiżową funkcją obsadza się osoba ze starszyzny edukacyjnego plemienia. A że jej potem na wyjeździe nie ma i musi pytać podwładnych o to, co robili? Żaden problem, kontrola nie wykryje. A dodatkowy grosz się oczywiście przyda do skromnej pensji nauczyciela dyplomowanego. (Uwaga na marginesie: dobrze, że władza się zmieniła, bo dzięki temu jest szansa, że system oświaty ulegnie poprawie – żeby nie było, to słowa tego samego ciała pedagogicznego, o którym piszę ten akapit).

Teraz, zaginając czasoprzestrzeń, cofnijmy się do sytuacji sprzed kilku lat; sprawa dotyczy mediów. Pracowałem wówczas przez krótki czas w jednym z lokalnych portali. Szef mój tak pomstował na władzę (wtedy PO), a przy okazji na media, które nie leżały w jego wizji świata, że uszy więdły. Inwektyw nie będę cytował, bo nie wiedziałbym nawet jakimi eufemizmami je zmiękczyć. W jego głowie było tyle pomysłów, jak ten system zniszczyć i zbudować porządniejszy ład, że zapewne nie miał czasu zajmować się takimi przyziemnymi sprawami jak: umowa dla mnie czy wypłacenie kwoty, na którą się wcześniej umawialiśmy. (Rozumiem, że nie miał kasy, ale mógł mi chociaż jakąś stołówkę zapewnić, bo za te pieniądze za dużo bym nie zjadł.)

Nieraz też obserwuję różnej maści portale, które na co dzień zajmują się szczegółowym czepianiem się polityków za wszystko, a przy okazji za nic nie chwalą (może dlatego, bo politycy sami szybciej się chwalą). Walczą dumnie o wolność i uczciwość w imieniu uciśnionego, zwykłego Kowalskiego, którego publiczny głos mało się liczy. A potem się okazuje, że ta walka była słuszna do momentu, gdzie leżała linia redakcyjna danego periodyku, a o wolność przeciwników apologetycznych niech się bije ktoś, kto myśli jak oni.

I nie chodzi o to, że media nie powinny wstawiać się za ludźmi, za sprawami słusznymi. Nie chodzi też o to, że nauczyciele, wykładowcy, korzystający z transportu czy dziennikarze nie mają prawa popełniać błędów. Tylko o to, żeby odróżniać powinięcie nogi (choćby świadome) od konsekwentnego zatruwania polskiej rzeczywistości. W niej mieści się i system dochodów państwa, i codzienna kultura człowieka, i edukacja, i wspólne dobro.

Dlatego zanim zaczniesz pomstować na tego czy innego polityka, najpierw zastanów się, jaki wpływ Ty masz na system. Czy siejesz uczciwość, a ludzie wokół Ciebie z radości klaskają uszami, nie mogąc wyjść z podziwu jak metr kwadratowy Polski staje się lepszy dzięki Tobie, czy raczej Twoje zaoszczędzone trzy złote na komunikację miejską spotęgowane o inne pozostawione w kieszeni współziomków trój-złotówki sieją w kraju ferment? Pytam profilaktycznie, bo od tego zaczynały Stany Zjednoczone czy państwa skandynawskie. Od dołu.

*Uwaga! W teledysku Michael Jackson postanowił umieścić m.in. postać Lecha Wałęsy. Tym samym istnieje prawdopodobieństwo, że byli kumplami, a Król Popu również ma swoją teczkę w IPN-ie.
Trwa ładowanie komentarzy...