O autorze
To na pewno nie jest blog o modzie, ale religia czy polityka również są piękne, jeśli nie idą w parze. Oprócz tego, piszę kulturalnie :) Kontakt ze mną: pawel.brol@o2.pl.

Apel młodego katolika do Konferencji Episkopatu Polski

Piszę do Księży w związku z apelem, który wystosowaliście 14 marca 2018 roku, a który nadal budzi głębokie kontrowersje. Publikuję go w dniu Czarnego Protestu, z jakim się nie utożsamiam, ale mam nadzieję, że dzięki swojej sile nośnej dotrze za pośrednictwem mediów oraz drogą elektroniczną do Szanownych Hierarchów.

Mam 28 lat. Jestem katolikiem od urodzenia, a od ponad 10 lat świadomym wierzącym kochającym naszą wspólnotę chrześcijańską. Wspólnotę, która jest narzędziem Bożym prowadzącym człowieka do zbawienia. O tyle delikatnym narzędziem, że można posłużyć się nim zarówno dobrze, jak i źle.

Piszę do Księży z braterskim napomnieniem, bo właśnie dopuściliście się tego drugiego.

Jak Hierarchom wiadomo, sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka pozytywnie zaopiniowała obywatelski projekt ustawy „Zatrzymaj aborcję”. Sami zresztą wnosiliście, żeby Sejm niezwłocznie podjął prace legislacyjne nad projektem. Zdaniem przewodniczącego KEP, arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, „usunięcie przesłanki eugenicznej pozwalającej na uśmiercenie dziecka w okresie prenatalnym będzie ważnym krokiem w kierunku zagwarantowania pełnej ochrony życia”. Zagwarantowanie pełnej ochrony życia jest szlachetnym i pożądanym celem, ale Wasza metoda jest zła.

Według projektu ustawy nie będzie można przerwać ciąży jeśli badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskażą na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (uchyla się zatem art. 4a ust. 1 pkt. 2). Powiedzcie mi proszę, co stanie się np. w wypadku kiedy u płodu stwierdzi się tak głębokie uszkodzenia, że dziecko czekać będzie śmierć w męczarniach?


Chciałbym zostać dobrze zrozumiany. Przyjmuję argument niezbywalnego prawa do życia dziecka jeszcze nienarodzonego. Myślę, że silna chęć zadbania o życie swojego potomka kieruje także rodzicami, za których przyczyną maluch się począł. Nikt, przy zdrowych zmysłach, nie chce śmierci własnego dziecka, choćby było wynikiem tzw. „wpadki”. A jeśli nie jest przy zdrowych zmysłach, to żadne prawo go nie powstrzyma – mamy przecież podziemie.

Są jednak sytuacje, gdy dziecko nie urodzi się np. z zespołem Downa, z którym pożyje wiele następnych lat z poczuciem miłości, ale przyjdzie na świat na chwilę, czując przede wszystkim cierpienie. Czy Księża wezmą odpowiedzialność za cierpienie takiego małego człowieka, naciskając na parlamentarzystów, by ci przyjęli tę ustawę, czy raczej poczucie braku możliwości wyboru, co byłoby dobre dla dziecka, dźwigać będą rodzice takiego dziecka?

Czy Szanowni Hierarchowie zdają sobie sprawę, że zwalczając enigmatycznie i ogólnie pojętą eugenikę, poparliście nieskonkretyzowany bubel prawny?

Ten bubel będzie miał przykre konsekwencje nie tylko dla rodziców i samego dziecka, ale również w wymiarze ewangelizacyjnym. Jak Księżom wiadomo, nie od dziś toczy się w Kościele dyskusja, jak skutecznie przekazywać dobrą nowinę: najpierw zmiana społeczna, a potem prawo czy może lepiej narzucić społeczeństwu naukę prawem, żeby nastąpiła przemiana społeczna. Rozwiązując ten problem, warto zadać sobie pytanie: czy Bóg kiedykolwiek coś komuś narzucał? Przecież podczas niedzielnych kazań, których słucham z wielką uwagą, przekonujecie, że Chrystus jest cierpliwy i nigdy nie wejdzie do naszego życia niezaproszony.

Czy Jezus przy namowach swoich uczniów szykował rebelię ukierunkowaną w stronę Rzymu-okupanta, żeby wyswobodzić naród Izraela i zagwarantować mu prawem niezależność, czy raczej najpierw stawiał na odnowę duchową oraz moralną?

Przecież jeżeli naród, obserwując ludzi żyjących ewangelią, załapie bakcyla dobra, to sam potem pójdzie pod parlament, naciskając władzę, by ta zmieniła prawo – i zrobiła to dobrze. A jeśli tak się nie dzieje, to problem tkwi bardziej w ewangelizujących, niż ewangelizowanych. Być może dlatego, że próbujecie osiągnąć efekt przymusem prawnym. I jest to smutne, nawet jeżeli ten przymus jest wynikiem bezsilności w krzewieniu nauki Kościoła.

Drugim błędem ewangelizacyjnym jest traktowanie chrześcijaństwa jako jedynego źródła dobra. Jeśli ktoś nie jest chrześcijaninem bądź ściślej – katolikiem, nie ufacie mu. Tym samym próbujecie namówić parlament do wprowadzenia przymusu prawnego, bo Waszym zdaniem ci, którzy nie są z nami, chętniej dokonają aborcji w przypadku wykrycia wady płodu. A przecież to nieprawda.

Apeluję więc do Was, Drodzy Hierarchowie – wycofajcie się ze swojego poparcia dla projektu ustawy „Zatrzymaj aborcję” i przestańcie naciskać na parlamentarzystów! Niech każdy zajmie się własną robotą, najlepiej jak potrafi. Bogu oddajcie, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie.

Bo jeśli narzędzia, jakim jest autorytet Kościoła, użyjecie zbyt mocno, to przekręcicie gwint. A potem naprawiać będziemy to my, pokolenie młodych, bo Was już zabraknie.

Z wyrazami serdeczności,
Paweł Brol
Trwa ładowanie komentarzy...