Z teoretycznego punktu widzenia powinno mnie już nie być. KOD nie jest zgrupowaniem muszkieterów, bo z solidarnością ma kłopoty, a momentami okazuje się być fatamorganą ludzkiej przyzwoitości, ubierając ładny mundurek ideowej myśli, podczas gdy pod marynarką mieści się koszulka z nadrukiem środkowego palca. Konkrety? Wystarczy przeglądać grupy kodowskie przez kilka dni, żeby zebrać spory materiał do badań naukowych dotyczących psychologii tłumu, tudzież hermetycznego życia w grupie. Czasami mam wrażenie, że jedyne, co nadawców odróżnia od ludzi o innym światopoglądzie (np. elektoratu skrajnej prawicy), to właśnie światopogląd. O obrażaniu wszystkich katolików - ingerowaniu w tradycję nie jedzenia mięsa czy praktykę płacenia na tacę, za to, że mamy dziś kierowników Episkopatu, jakich mamy, nie wspomniawszy. Nieskazitelni hejterzy przyganiają nieprzyzwoitym oponentom – ot, paradoks życia.
Mimo wspomnianej wyżej poprawy wizerunkowej KOD, na którą – przy uszczuplonych siłach – mają też wpływ konkretne działania, nadal wisimy kilka metrów nad ziemią starając się zarzucić drugą rękę na dach. Plany i ich realizacje (jak Obywatelska Kontrola Wyborów) czy skoordynowane prace (jak Marsz Wolności organizowany wspólnie z Nowoczesną i PO) posuwają pionka stowarzyszenia o kilka oczek do przodu, pod warunkiem że częstotliwość pomysłów nie opadnie, ale już brak szerszej koncyliacji stanowi zaporę. Owszem, KOD chętnie brata się z organizacjami o zbliżonym światopoglądzie, sposobie działania, ale te bardziej oddalone – odrzuca. (Co ważne, niektóre też odrzucają nas, ale jako największy ruch prodemokratyczny w Polsce powinniśmy być ponad to). Tak dzieje się z Obywatelami RP, Akcją Demokracją lub choćby nowym ruchami Mateusza Kijowskiego, Wolność Równość Demokracja i ODnową.
Zapomnieliśmy już, że wywodzimy się z tradycji solidarnościowych czy, patrząc dalej, struktur powstańczych, które w Warszawie w roku 1944 potrafiły się zjednoczyć w walce o wolność (do Armii Krajowej przyłączyły się m.in. Armia Ludowa, Polska Armia Ludowa, Korpus Bezpieczeństwa), dochodząc do konfederacji. Przedkładamy urazy i różnice ponad trudną sytuację, jaką mamy nad Wisłą. I, co ciekawe, jednocześnie pouczamy opozycję o konieczności zjednoczenia. Zapominamy też, że z pozycji lidera ruchów obywatelskich powinniśmy bardziej służyć innym, niż uwypuklać, że jesteśmy (liczebnie) najwięksi. Czyli walczyć bardziej o sprawę, niż o flagę, która ma powiewać podczas protestu.
Dlaczego więc jestem nadal w KOD? Bo każdego dnia staram się zakładać praktyczne okulary. Moje stowarzyszenie generalnie zła generuje mało, ewentualnie w niektórych momentach można posądzić ruch o bierność bądź zapobiegawczo trzymaną nogę na hamulcu. Jeśli wejdziesz do każdej z regionalnych grup kodowskich, zobaczysz, ile dzieje się w konkretnych województwach, które przecież też borykają się z brakami kadrowymi. To jest prawdziwa praca u podstaw. Znajdziesz koderów i koderki stających regularnie na ulicach – rozmawiających z ludźmi, zbierających podpisy, rozdających druki. Dowiesz się o spotkaniach z autorytetami z różnych dziedzin, którzy przy zaproszeniu KOD chętnie udzielają wykładów, nie raz za darmo. Trafisz na wykłady Latających Uniwersytetów, które pełnią role edukacyjne. Weźmiesz udział w najróżniejszych akcjach, których suma tworzy realną siłę stowarzyszenia. Na dodatek spotkasz wielu życzliwych ludzi.
KOD to organizacja stworzona z ludzi na hurra. Jest w niej więc sporo amatorszczyzny czy błędów. Ale najważniejszy jest fakt, że COŚ robimy. Nie siedzimy przed telewizorem narzekając na kolejne decyzje polityczne, lecz próbujemy cokolwiek zmienić. I zmieniamy, nawet jeśli trwa to wolno (patrz liczbę ludzi informowanych o niefajnych działaniach władzy, na edukację prodemokratyczną, patrz o skuteczności presji wywieranej w protestach).
Walczymy więc, bez żadnego partyjniactwa, populizmu, demagogii, o ideały, o które powinno się walczyć. Nie ideały odległe i utopijne, ale konkretne. Budowa społeczeństwa obywatelskiego jest faktem, który już się tworzy. Tylko więc od nas zależy, czy zdecydujemy się być jego częścią, biorąc na plecy cały dobytek trudności i minusów, czy raczej znajdziemy na siebie inny pomysł.
